7 marca 2014

Zażółć gęślą jaźń

Za oknami słońce jasno świeciło, co skłoniło większość uczniów oraz nauczycieli do wyjścia na podwórko. Nieliczne osoby, które pozostały w szkole wydawały się innym dziwne. W końcu, piękna pogoda, ciepło, słoneczko świeci. Pierwszy tak ciepły dzień w nowym roku. Nawet Skye postanowiła opuścić bezpieczną od cudzych spojrzeń kryjówkę, jaką była wnęka pod schodami, i nacieszyć się dniem. Siedziała pod jednym z licznych dębów, pisząc coś w notesie, który trzymała na kolanach. Raz po raz spoglądała na grających w piłkę nożna na boisku obok chłopców, którzy lubili strzelać wysoko, przez co często gubili piłki. Czasem jej uwagę przykuwała grupka młodszych od niej dziewczynek, bawiących się na placyku zabaw. Innym razem z kolei pilnowała osób z jej klasy, które w dziwaczny sposób używały maszyn z "siłowni", przerabiając je na wieloosobowe łóżka, kanapy, a także karuzele. Większość czasu jednak poświęcała na bazgranie w jej czarnym zeszyciku. Mimo okropnego charakteru pisma, gdy używała pióra i pisała w swoim kochanym notesiku, spod jej ręki wychodziły tylko starannie kaligrafowane litery.
Nagle na Skye upadła piłka. Wytrąciła jej z ręki zeszyt oraz pióro, które upadły kawałek dalej. Na szczęście nie pobrudziła szatynki. Dziewczyna, jakby wyrwana z transu, podniosła piłkę i rozejrzała się. Z boiska piłkarskiego biegł właśnie w jej stronę kapitan jednej z drużyn. Olivier szybko znalazł się obok i podniósł zeszyt Skye. Nagle zamarł, a jego spojrzenie stało się nieobecne. Szatynka natychmiast znalazła się przy nim i wyrwała mu swoją własność. Brunet zamrugał oczami zaskoczony i rozejrzał się.
- Co to było? - zapytał nieprzytomnie.
- Ale co? - odparła Skye.
- No... To. Wielki... Pies?
- A nie uderzyłeś się może czasem w główkę? - zapytała złośliwie, przesłodzonym tonem. - Chyba przydałby ci się psycholog...
Olivier wyglądał na zdenerwowanego, jednak nie odezwał się więcej. Wziął piłkę i, nie zaszczycając Skye nawet jednym spojrzeniem, wrócił na boisko. Jednak gdyby wtedy się odwrócił, zauważyłby pewien bardzo istotny szczegół. W oczach dziewczyny nie było złości. Był strach. Bo co teraz, skoro widział...?
Za oknami słońce jasno świeciło, co skłoniło większość uczniów oraz nauczycieli do wyjścia na podwórko. Nieliczne osoby, które pozostały w szkole wydawały się innym dziwne. W końcu, piękna pogoda, ciepło, słoneczko świeci. Pierwszy tak ciepły dzień w nowym roku. Nawet Skye postanowiła opuścić bezpieczną od cudzych spojrzeń kryjówkę, jaką była wnęka pod schodami, i nacieszyć się dniem. Siedziała pod jednym z licznych dębów, pisząc coś w notesie, który trzymała na kolanach. Raz po raz spoglądała na grających w piłkę nożna na boisku obok chłopców, którzy lubili strzelać wysoko, przez co często gubili piłki. Czasem jej uwagę przykuwała grupka młodszych od niej dziewczynek, bawiących się na placyku zabaw. Innym razem z kolei pilnowała osób z jej klasy, które w dziwaczny sposób używały maszyn z "siłowni", przerabiając je na wieloosobowe łóżka, kanapy, a także karuzele. Większość czasu jednak poświęcała na bazgranie w jej czarnym zeszyciku. Mimo okropnego charakteru pisma, gdy używała pióra i pisała w swoim kochanym notesiku, spod jej ręki wychodziły tylko starannie kaligrafowane litery.
Nagle na Skye upadła piłka. Wytrąciła jej z ręki zeszyt oraz pióro, które upadły kawałek dalej. Na szczęście nie pobrudziła szatynki. Dziewczyna podniosła piłkę i rozejrzała się. Z boiska piłkarskiego biegł właśnie w jej stronę kapitan jednej z drużyn. Olivier szybko znalazł się obok i podał Skye jej własność, jednocześnie przepraszając. Dziewczyna mruknęła tylko jakieś niewyraźne zapewnienia, że nic jej się nie stało i oddała chłopakowi piłkę.
Za oknami słońce jasno świeciło, co skłoniło większość uczniów oraz nauczycieli do wyjścia na podwórko. Nieliczne osoby, które pozostały w szkole wydawały się innym dziwne. W końcu, piękna pogoda, ciepło, słoneczko świeci. Pierwszy tak ciepły dzień w nowym roku. Nawet Skye postanowiła opuścić bezpieczną od cudzych spojrzeń kryjówkę, jaką była wnęka pod schodami, i nacieszyć się dniem. Siedziała pod jednym z licznych dębów, pisząc coś w notesie, który trzymała na kolanach. Raz po raz spoglądała na grających w piłkę nożna na boisku obok chłopców, którzy lubili strzelać wysoko, przez co często gubili piłki. Czasem jej uwagę przykuwała grupka młodszych od niej dziewczynek, bawiących się na placyku zabaw. Innym razem z kolei pilnowała osób z jej klasy, które w dziwaczny sposób używały maszyn z "siłowni", przerabiając je na wieloosobowe łóżka, kanapy, a także karuzele. Większość czasu jednak poświęcała na bazgranie w jej czarnym zeszyciku. Mimo okropnego charakteru pisma, gdy używała pióra i pisała w swoim kochanym notesiku, spod jej ręki wychodziły tylko starannie kaligrafowane litery.
Nagle na Skye upadła piłka. Wytrąciła jej z ręki zeszyt oraz pióro, które upadły kawałek dalej. Na szczęście nie pobrudziła szatynki. Dziewczyna podniosła piłkę i rozejrzała się. Z boiska piłkarskiego biegł właśnie w jej stronę kapitan jednej z drużyn. Olivier szybko znalazł się obok i podał Skye jej własność, jednocześnie przepraszając. Dziewczyna mruknęła tylko jakieś niewyraźne zapewnienia, że nic jej się nie stało i oddała chłopakowi piłkę.
Za oknami słońce jasno świeciło, co skłoniło większość uczniów oraz nauczycieli do wyjścia na podwórko. Nieliczne osoby, które pozostały w szkole wydawały się innym dziwne. W końcu, piękna pogoda, ciepło, słoneczko świeci. Pierwszy tak ciepły dzień w nowym roku. Nawet Skye postanowiła opuścić bezpieczną od cudzych spojrzeń kryjówkę, jaką była wnęka pod schodami, i nacieszyć się dniem. Siedziała pod jednym z licznych dębów, pisząc coś w notesie, który trzymała na kolanach. Raz po raz spoglądała na grających w piłkę nożna na boisku obok chłopców, którzy lubili strzelać wysoko, przez co często gubili piłki. Czasem jej uwagę przykuwała grupka młodszych od niej dziewczynek, bawiących się na placyku zabaw. Innym razem z kolei pilnowała osób z jej klasy, które w dziwaczny sposób używały maszyn z "siłowni", przerabiając je na wieloosobowe łóżka, kanapy, a także karuzele. Większość czasu jednak poświęcała na bazgranie w jej czarnym zeszyciku. Mimo okropnego charakteru pisma, gdy używała pióra i pisała w swoim kochanym notesiku, spod jej ręki wychodziły tylko starannie kaligrafowane litery.
Nagle na Skye upadła piłka. Wytrąciła jej z ręki zeszyt oraz pióro, które upadły kawałek dalej. Na szczęście nie pobrudziła szatynki. Dziewczyna podniosła piłkę i rozejrzała się. Z boiska piłkarskiego biegł właśnie w jej stronę kapitan jednej z drużyn. Olivier szybko znalazł się obok i podał Skye jej własność, jednocześnie przepraszając. Dziewczyna mruknęła tylko jakieś niewyraźne zapewnienia, że nic jej się nie stało i oddała chłopakowi piłkę.
Za oknami słońce jasno świeciło, co skłoniło większość uczniów oraz nauczycieli do wyjścia na podwórko. Nieliczne osoby, które pozostały w szkole wydawały się innym dziwne. W końcu, piękna pogoda, ciepło, słoneczko świeci. Pierwszy tak ciepły dzień w nowym roku. Nawet Skye postanowiła opuścić bezpieczną od cudzych spojrzeń kryjówkę, jaką była wnęka pod schodami, i nacieszyć się dniem. Siedziała pod jednym z licznych dębów, pisząc coś w notesie, który trzymała na kolanach. Raz po raz spoglądała na grających w piłkę nożna na boisku obok chłopców, którzy lubili strzelać wysoko, przez co często gubili piłki. Czasem jej uwagę przykuwała grupka młodszych od niej dziewczynek, bawiących się na placyku zabaw. Innym razem z kolei pilnowała osób z jej klasy, które w dziwaczny sposób używały maszyn z "siłowni", przerabiając je na wieloosobowe łóżka, kanapy, a także karuzele. Większość czasu jednak poświęcała na bazgranie w jej czarnym zeszyciku. Mimo okropnego charakteru pisma, gdy używała pióra i pisała w swoim kochanym notesiku, spod jej ręki wychodziły tylko starannie kaligrafowane litery.
Nagle na Skye upadła piłka. Wytrąciła jej z ręki zeszyt oraz pióro, które upadły kawałek dalej. Na szczęście nie pobrudziła szatynki. Dziewczyna podniosła piłkę i rozejrzała się. Z boiska piłkarskiego biegł właśnie w jej stronę kapitan jednej z drużyn. Olivier szybko znalazł się obok i podał Skye jej własność, jednocześnie przepraszając. Dziewczyna mruknęła tylko jakieś niewyraźne zapewnienia, że nic jej się nie stało i oddała chłopakowi piłkę.